Zbigniew Pilarczyk 

Marcin Danielewski    

Karol Kościelniak 

WOJENNY POZNAŃ Fortyfikacje i walki o miasto do XVIII wieku

Instytut Historii UAM

Poznań 2017

 

 

 

Krypta biblioteczna ma swoje odrębne prawa. Nie aspiruje do tekstu z szyldem naukowego, nie bawi się też w publicystykę. Jest kryptowa, własna. Nauka wspólnego języka z psem podczas spacerów, przynosi niejednokrotnie niespodziewane efekty.

Aeneas ab oris Troiae fugit … , najpierw jednak Aeneas dorastał i dojrzewał w mieście obleganym przez Greków, wedle Homera przez 10 długich lat. Było to możliwe między innymi dzięki potężnym i nie zdobytym murom Troi. Dopiero fortel wojenny Odysa sprawił iż miasto padło. Eneasz (Aeneas) stał się mitycznym protoplastą starożytnego Rzymu. Bez odpowiedzi pozostanie pytanie, ile ludzkich istnień w naszych dziejach ocalało dzięki fortyfikacjom chroniącym człowiecze siedziby zamieszkiwane przez wieki i ilu ludzi ocalałych tym sposobem popchnęło rozwój ludzkości ku dobremu. O ciemnej stronie natury ludzkiej, przynajmniej w zamiarze nie będzie to pisanie. Fortyfikacjom chroniącym mój Poznań postaram się złożyć szacunek poprzez krótkie opisanie mojej amatorskiej drogi do ich poznania.

Przed wieloma laty przyszło mi załatwiać jakiś dokument w Urzędzie Stanu Cywilnego. Udałem się więc do Wagi miejskiej na Starym Rynku w Poznaniu. Tam moją uwagę przykuły oprawione w ramki rysunki znajdujące się na ścianach. Na pierwszy rzut oka kojarzyły mi się z ilustracjami Jana Marcina Szancera. Nie było w nich może swoistej magii obecnej w świecie fantazji tworzonej przez Szancera, ale było w nich to coś!. Przedstawiały fortyfikacje Poznania. W następnych latach przyszło mi niejednokrotnie stykać się z nimi. Mojemu pierwszemu przedsiębiorstwu przydzielono organizację lokalu wyborczego – właśnie w Wadze miejskiej. Firma miała swoją siedzibę naprzeciw, tak więc było blisko. Waham się, czy o tym pisać, ale jednak to uczynię, ponieważ kreślę w ten sposób historię czasów minionych, w jakich mi przyszło żyć i walczyć o zachowanie własnego zdania. Żeby urządzić przydzielony z jakiegoś -nieznanego mi rozdzielnika- lokal wyborczy, nie wystarczyło mieć wizję i dobre chęci ustrojone paprotkami. Trzeba było zmierzyć się z przydzielonymi do tego celu urzędami. Musiał więc powstać projekt aranżacji lokalu wyborczego, należało poddać bezwzględnej weryfikacji oraz uzyskać stosowne zatwierdzenie przez umocowaną do tego celu instytucję. Ja, wówczas młody człowiek, permanentnie bezpartyjny musiałem zmagać się z machiną urzędniczą i cenzorską (jak się kiedyś pokazało). Zaprojektowałem lokal wyborczy od urny począwszy aż po ostatnią paprotkę i symbole narodowe. Wszystko zostało zaakceptowane. Nie był to jednak akcent zamknięcia. Mój projekt zrealizowany od a do z, spotkał się z totalną krytyką ze strony nagle uaktywnionych członków komisji wyborczej (z małej litery świadomie). Kilka tygodni działań i przepychanek zostało w przeddzień wyborów kompletnie zmiksowane. Nagle, komisja wyborcza poczuła popęd aktywności i postanowiła zaakcentować swoją potencję. Cała zrealizowana aranżacja wnętrza lokalu wyborczego – poustalana i wywalczona z właściwym urzędem, została w mgnieniu oka skreślona i obrócona w perzynę. Paprotki w lewo, znaki w prawo, urna tutaj etc. Ot takie polskie działanie. W tym też wypadku każdy zna się lepiej od innych na wszystkim a również i w szczególności na aranżacji lokalu wyborczego. Wtedy po raz pierwszy w życiu związanym w jakiś sposób z pracą, machnąłem na wszystko ręką, zachowałem się nietypowo dla siebie. Powiedziałem: to Wasze zdanie i wyszedłem. Rano, przed wyborami zastałem wszystko w poprzednim szyku. Okazało się, że po moim demonstracyjnym wyjściu, w jakiś czas później lokal wyborczy nawiedził urzędnik “cenzury” i przywrócił poprzednie ustalenia aranżacyjne sali. Ja, jako członek komisji wyborczej miałem więc sposobność spokojnego kontemplowania rysunków Henryka Kota, ponieważ znaczna część aktywnych kolegów z pracy patrzyła na mnie- nie wiedzieć czemu – jak na raroga. Bezzasadnie, ponieważ ówczesna władza poddawała wszystko własnemu systemowi kontroli i tylko ktoś bezrozumny mógł domniemywać, że na kilka chwil przed godziną “O” nikt nie zlustruje finału przygotowań i nie porówna planów ze stanem rzeczywistym. Dlaczego taki przydługi wstęp? Wyjaśniam. Mam świadomość upływającego czasu i ulotności wiedzy o tamtej rzeczywistości. Ostatni przykład: W jednej z gazet – uważających się za poważną i opiniotwórczą – sprzed kilku dni (świadomie nie podaję jej nazwy) zobaczyłem zdjęcie i podpis, który był smutnym faktem uzasadniającym moje postępowanie. W podpisie pod zdjęciem, pomylono jednego z byłych ministrów sprawiedliwości z ówczesnym prokuratorem generalnym. Dla młodych, to niby drobiazg. Fałsz na jakimkolwiek etapie rodzi zagrożenie i stwarza podstawy do budowania treści zawierających nieprawdę. Trzeba trzymać się faktów.

Jak rozumiem nastrój narasta. Przedmiotem czyli głównym bohaterem moich znalezisk kryptowo – bibliotecznych jest “Wojenny Poznań – fortyfikacje i walki o miasto do XVIII wieku” autorstwa Zbigniewa Pilarczyka, Marcina Danielewskiego i Karola Kościelniaka Poznań 2017, wydany przez Instytut Historii UAM. Kiedy dowiedziałem się o przedmiotowej publikacji, przed oczami pamięci stanęła mi książka sprzed lat Obronność Poznania w latach 1253-1793 pióra Zbigniewa Pilarczyka. Warszawa – Poznań 1988. O drodze pozyskania Wojennego Poznania nie będę się rozpisywał. Wystarczy, że stwierdzę, że była ona długa i upokarzająca. Spowodował to oszałamiający nakład, który uczynił ową książkę w praktyce nieobecną na rynku księgarskim. Mimo kilku krzyżyków na karku nadal nie potrafię pozbyć się dziecięcej naiwności, która nie pozwala mi na akceptację i na danie zgody na praktyki wydawnicze uprawiane przez uczelnie “wszechnice wiedzy”, które czynią owoce pracy swoich badaczy, niedostępnymi rzeszy potencjalnych odbiorców. To swoista paranoja. Na półkach mojej krypty bibliotecznej znajduje się spory tłumek złożony z książek, które stały się na swój sposób elitarne, ponieważ nie dostąpiły zaszczytu normalnej dystrybucji. Nie będę tu powracał do moich odkryć rodem z archeologii magazynów uczelni, instytutów, towarzystw, gdzie tylko wskutek uporu nagle dokonywano odkryć w postaci paczek z książkami, których nie powinno już być o dawna, a jednak się uchowały przed wzrokiem i ewidencjami ludzi, (o działalności gryzoni, owadów etc. nie ma co nadmieniać), których misją- pewnie powinienem się zaśmiać, ale nie zaśmieję się, ponieważ w obliczu takiej rzeczywistości, jakoś mi się nie chce – jest krzewienie wiedzy. Szczerze przepraszam szczury i myszy, że bezecnym działaniem naruszyłem ich naukowe i spokojne środowisko.

Po impulsie spowodowanym oglądem prac Henryka Kota zainteresowałem się poszukiwaniem śladów fortyfikacji Poznania wrośniętych w tkankę współczesnego miasta. Niektóre artefakty trudno było odnaleźć. Kiedy mur z wątkiem sprzed kilkuset lat łączy się w miarę płynnie z tym co jawi się współcześnie stosowanym, nie jest dla laika zadaniem łatwym do uchwycenia i rozpoznania. Z czasem było coraz lepiej. W 1988 roku pojawiła się książka autorstwa Zbigniewa Pilarczyka: “Obronność Poznania w latach 1253 – 1793 ” nakładem PWN Warszawa – Poznań 1988. Praca, choć pod względem edytorskim wydana siermiężnie, bardzo mnie wtedy zainteresowała. Ciągu dalszego jakoś nie odkryłem. Po jej lekturze pozostał niedosyt. Autor rozwijał karierę uczelnianą – co mu się chwali- ale ja amator zapoznany, czułem się nieusatysfakcjonowany. Zaznaczam przy tym, że jako człowiek spoza układu uczelnianego mogłem coś pominąć z dorobku fortyfikacyjnego autora “Obronności Poznania …”. Po latach kilkudziesięciu, cierpliwość została w niewielki sposób zaspokojona. W 2018 roku dowiedziałem się o istnieniu pracy: “Wojenny Poznań fortyfikacje i walki o miasto do XVIII wieku” autorstwa trzech pracowników UAM – Zbigniewa Pilarczyka, Marcina Danielewskiego i Karola Kościelniaka, Poznań 2017r. wydanego przez Instytut Historii UAM. Fakt ten wywołał we mnie ambiwalentne odczucia. Pierwsze to radość, że takie dzieło ujrzało światło dzienne, drugie zaś to refleksja o kulawości w kontaktach poziomych między gremiami, które, jak mi się wydawało powinny wspierać się we wspólnie wyznawanej materii zainteresowań. O sile sprawczej papierowych porozumień i deklaracji nie będę w ogóle wspominał. Na marginesie. W miarę posiadanego czasu odkrywam w otoczeniu, istnienie wielu grup pasjonatów, którzy wyznając podobne zainteresowania żyją w kokonach utrudniających nawiązywanie nici porozumienia, poznania i wymiany doświadczeń. To smutna refleksja. Nie będę rozwijał tego wątku, bowiem dokopałbym się wówczas do jednej z praprzyczyn przedmiotowego stanu, który jawi się w całej nieco ponurej okazałości i w innych dziedzinach naszej natury.

“WOJENNY POZNAŃ fortyfikacje i walki o miasto do XVIII wieku” jak już wspomniałem: autorstwa Zbigniewa Pilarczyka, Marcina Danielewskiego i Karola Kościelniaka składa się z dwóch zasadniczych części. Część I nosi tytuł: Poznańskie fortyfikacje od IX do XVIII wieku. W czterech głównych punktach omawia:

  • Ostrów Tumski. Forteca z drewna, kamieni i piasku,
  • Miasto w cieniu murów i baszt. Średniowieczne fortyfikacje Poznania. Omówiono tu mury miejskie Poznania, baszty, bramy miejskie, Zamek królewski i fosy,
  • Ostrów Tumski w średniowieczu,
  • Miasto wielu właścicieli i szansy na stanie się nowożytną twierdzą. W tym punkcie zostały przekazane informacje na temat fortyfikacji szwedzkich, saskich i rosyjskich.

Część II nosi tytuł: Oblężenia Poznania do XVIII wieku i dzieli się na:

  • Oblężenia Poznania w średniowieczu, które były wcale liczne
  • Oblężenia Poznania w czasach nowożytnych, gdzie też nie brakowało spektakularnych wydarzeń

Całość merytoryczną zamyka Dodatek: Oblężenie Poznania we wrześniu – listopadzie 1704 roku Vielikanov’a Vladimir’a i Miehniew’a Sergiej’a .

Ciekawym materiałem do lektury jest Zakończenie. Oczywiście wszystko uzupełnia Bibliografia i indeks osób.

Od razu zastrzegam, że nie będzie to recenzja wedle sztuki uczyniona, ponieważ już sam fakt ukazania się tej pracy jest dla mnie wydarzeniem. Rodowitego mieszkańca tego miasta przestaje mnie to czynić obiektywnym recenzentem. Nie oznacza to wcale, że nie mam prawa spisać swojego myślenia. Jako Poznaniak i amator poszukiwań fragmentów fortyfikacji miasta oraz kontestator miejsc współczesnych, w które one wrosły i mniej lub bardziej udanie zespoliły się z współczesną tkanką zabudowy miasta oraz obszarów, gdzie aż się prosi o ich odtworzenie dla podkreślenia niezwykłego charakteru miasta, znajduję w Wojennym Poznaniu wiele przyczynków do rozwinięcia licznych wątków wartych interdyscyplinarnego potraktowania. Autorzy są bardzo powściągliwi w opiniach i starają się nie wychylać uczonych głów na strzały, które wobec ich bardziej zdecydowanych sądów padałyby zewsząd. Kazus zamku Przemysła pokazał pawi co do rozmiarów wachlarz skrajnych opinii, które w przeciwieństwie do harmonii ptasiego raziły brakiem zrozumienia i przede wszystkim głuchotą na cudze argumenty, a trzymając się ptasiej nomenklatury: zacietrzewieniem tak zajadłym, że biedne cietrzewie gdyby zrozumiały i odczuły poziom napięcia stron sporu, popadłyby w stan jaki przeżywa czempion w jakiejś kategorii, który zdaje sobie sprawę, że to co dawało mu dotychczas pierwszeństwo jest tylko niewinną igraszką wobec tego co potrafią ludzie uczynić ze swoimi emocjami. Mnie jako laikowi pozostają marzenia. Wśród nich znajduje się obraz odtworzonego klucza bramy Wronieckiej. To tak tylko dla przykładu. Substancja zabudowy miasta jest żywą tkanką. Widzę to wyraźniej, ponieważ nie mieszkam już w moim mieście i to czyni mnie obserwatorem o bardziej wyostrzonym spojrzeniu. W limes wyznaczony zabudową zarysowaną obronnymi murami miejskimi starego założenia architektonicznego Poznania, wchodzą cichcem twory budowlane nijak mające się do charakteru tego miejsca. Ufam więc, że “Wojenny Poznań fortyfikacje i walki o miasto do XVIII wieku” doczeka się tego na co zasługuje, a więc: przede wszystkim rozpowszechnienia poprzez nakład i promocję. To z czym mamy do czynienia nie przynosi chluby wydawnictwu UAM (nakład) a także i miastu, które powinno niezwłocznie zająć się promocją tego wydawnictwa, a może i jego edycją w ramach Kroniki Miasta. Co tam, w moich peregrynacjach książkowych nie z takimi przypadkami miałem do czynienia.

W nawiązaniu do wstępu mojego pisania. Co czynili zwycięzcy z murami obronnymi zdobytego miasta. Równali je z ziemią, żeby zniszczyć świadectwo tożsamości i potęgi pokonanych. Tak zginęły umocnienia Troi, Kartaginy, Tyru i wielu innych miast. Grzechem współczesnych wobec przodków, jest zapominanie o przeszłości w czasach, kiedy można o niej swobodnie myśleć. Na koniec, ujawnię swój wieczny optymizm. Na stronie z lodówkową gwiazdką, czyli informacji miejskiej miasta stołecznego Poznań znalazłem zapowiedź powtórnego wydania przedmiotowej pracy w 2019 roku, jak rozumiem we współpracy UAM z MIASTEM.

Krzysztof Czarnecki

Oddział Poznański

Stowarzyszenia Miłośników Dawnej Broni i Barwy

Poznań, marzec 2019 r.

 

 

 

 

112 Total Views 1 Views Today
Partnerzy

karta_logo_MNK_B

mwp

muzuem_lodz

wmwpozn

MuzeumWroclaw

logo Muz. Lub.-1

silkfencing