Krzysztof Czarnecki

Rycerz na półmetku, czyli rzecz o pracy Jana Szymczaka

 

 

 

Dobrze się stało, że Jan Szymczak nie był słuchaczem wykładów znakomitego prawnika, specjalisty od międzynarodowego prawa prywatnego profesora Witalisa Ludwiczaka, przy okazji uczestnika dwóch igrzysk olimpijskich. Żeby jednak być precyzyjnym, nie o same wykłady mi chodzi, ale raczej o wtręty, które profesor uwielbiał. Jeden z nich dotyczył księgozbiorów. Był on ortodoksyjnym wyznawcą zasady, że co pewien czas należy je przewietrzać. Rozumiał przez to usuwanie z półek książek, które jego zdaniem przestały być przydatne lub zasługiwać na powtórną lekturę. Profesor Jan Szymczak na pewno nie jest wyznawcą tej dla mnie skądinąd kontrowersyjnej metody higieny intelektualnej. Dzięki chomikowaniu, jak domniemywam, również swoich tekstów z lat minionych, można było się pokusić o ich ponowną kwerendę i z uzyskanego w ten sposób materiału do przemyśleń zdobyć się na impuls uaktualnienia i złożenia klocków wiedzy wedle nowego klucza, w jedną spójną całość. Tym sposobem ma powstać czteroczęściowy cykl pod wspólnym tytułem: Rycerz na wojnie, w podróży i na kwaterze. Idąc za słowami autora w części pierwszej: „znalazły się wszystkie 3 elementy służące do ochrony ciała wojownika i rycerza przed ciosami przeciwnika. W tej części (czyli 2- przypisek autora) zaprezentowano 4 podstawowe rodzaje jego broni zaczepnej, która – powtórzmy to- „ma niewątpliwie charakter pierwotny i wyprzedzający”. Na plan pierwszy wysuwa się broń sieczna i kolna, na czele z mieczem i szablą oraz puginałem uzupełniającym garnitur uzbrojenia wojownika, rycerza i żołnierza” . Nie potrafię się w tym miejscu oprzeć uwadze, że termin: „garnitur” jest importem terminologicznym dosyć nieszczęśliwym, bo obcym. Jako człowiek spoza kręgu wtajemniczonych w akademicki język i żargon uważam, że stać nas na wykorzystanie języka polskiego i tą drogą rozkrzewienie polskiego terminu zastępującego ów „garnitur”. Nie będę przy tej okazji lansował swoich rozwiązań językowych- terminologicznych, pozostawiam to zawodowcom(!) I mnie drzewiej, czasem kiedyś zdarzało używać tej kalki językowej, co przyznaję ze wstydem. Świadomie nie podaję swoich propozycji. Jesteśmy zatem na półmetku pracy profesora Jana Szymczaka. Za wcześnie zatem na recenzję. Nie oznacza to jednak, że kilku uwag nie zamieszczę. Zastosowany w edycji, Format A-5 jest bardzo wygodny w podróży i w samotnej sypialni. Sztywna lakierowana okładka i powiązana z kapitałką tekstylna zakładka też podnoszą jakość obcowania z oboma książkami. Niech nikogo nie zmylą ilustracje pierwsze powiązane z kolejnym pokoleniem Jana Szymczaka. Nie jest to bynajmniej książka dla dzieci. Jej aparat logistyczny i naukowy wskazuje, że mamy do czynienia z pracą, która wniesie coś pożytecznego do naszej wiedzy, a jeśli będzie li tylko przypomnieniem, bądź utrwaleniem tego co już wiemy, to i tak nie stanie się nic złego, ponieważ to co zawarto w treści pierwszych 2 tomów da się strawnie przeczytać. Liczne przypisy pozwolą co dociekliwszym posłużyć za wskazówkę do dotarcia do źródeł. A teraz łyżka dziegciu. W czasach daleko posuniętych ruchów przycinania żywopłotów żeńskiego i męskiego pierwiastka, czyli pełnego równouprawnienia i braku jasnych różnic między tak uformowanymi tworami, godzi się jednak zadbać o stronę wizualną. Bez względu na kreacje postaw, w naturach płci pozostaną wrażliwości im tylko przypisane. Piszę wprost. Słabością dwóch tomów i tym samym całego półmetka pracy profesora jest to co – pozostaje udziałem większości prac z tej dziedziny – a nazywa się brakiem szacunku dla rozumienia istoty ikonografii. Ilustracja, obraz, przedstawienie wizualne w oczach obu płci znaczy bardzo wiele. Uzbrojenie w oczach bronioznawców uosabia często więcej niż tysiąc słów. Ilustracje w pierwszych dwóch tomach wydane są kiepsko, żeby nie napisać: jeszcze gorzej. To po pierwsze. Po drugie: ich dobór też nie powala średnio rozgarniętego bronioznawcy. Po trzecie: to żadne usprawiedliwienie, ale rodzi się pytanie z rodzaju podstawowych: czy autorzy słowa pisanego, dokładający takiego ładunku wartości dodanej nie potrafią (nie mogą?), i najstraszniejsze!: nie czują potrzeby położenia na drodze swej często tytanicznej pracy, owej wisienki na torcie nasączonej aromatem … wiedzy jaką jest i pozostanie oryginalna ikonografia we właściwy sposób wyeksponowana. Nie żyję od dzisiaj. Zdaję sobie sprawę, że życie jest nieustanną grą kompromisów. Może jednak warto czasem spróbować? Czarno-białe ilustracje w tej jakości w XXI wieku to jest czysta perwersja. Żeby nie było. Cenię fotografię w gamie od czerni do bieli, ale jej jakość prezentowana w „Rycerzu” (rozdzielczość + warsztat fotografa) muszą zasługiwać na publikację na odpowiednim poziomie edytorskim. Wydawnictwo DiG jak chce to potrafi. Przypominam tak ad hoc: Malarstwo Gotyckie w Polsce, Warszawa 2004. Nie chcę być bezlitosny i przedstawić skan ilustracji ze swej pracy magisterskiej sprzed kilkudziesięciu lat. Nie odbiegałby on zbytnio poziomem od obecnie prezentowanego przedstawienia ikonografii w tak wartościowej – jak do tej pory 1/2 – pracy profesora Szymczaka.

Jan Szymczak: Rycerz w hełmie, w zbroi i z tarczą – Warszawa – Dig edition La Rama, Bellerive – sur – Allier 2016,

Jan Szymczak: Rycerz z bronią zaczepną – Warszawa – DiG, edition La Rama, Bellerive -sur – Allier 2017

Krzysztof Czarnecki

Oddział Poznański Stowarzyszenia

Miłośników Dawnej Broni i Barwy

Poznań, luty 2018

 

 

 

 

249 Total Views 1 Views Today
Partnerzy

karta_logo_MNK_B

mwp

muzuem_lodz

wmwpozn

MuzeumWroclaw

logo Muz. Lub.-1

silkfencing