Krzysztof Czarnecki:

 O naszych Kolegach, którzy odeszli w: ACTA MILITARIA MEDIAEVALIA

 

Acta Militaria Mediaevalia

Tom XII Acta Militaria Mediaevalia został poświęcony pamięci profesora Leszka Kajzera (1944 – 2016). Terminy ostatecznego odejścia nadal nie są podawane przez ŚMIERĆ do publicznej wiadomości ze stosownym wyprzedzeniem. Decyzja Redaktora Naczelnego Piotra N. Kotowicza wraz z sekretarzami Redakcji musiała być więc szybka, uwzględniając wymogi cyklu wydawniczego rocznika. Nie starczyło czasu na stosowny tekst. Pojawiło się demoniczne zdjęcie profesora wspierającego się o miecz wbity w podłogę pomieszczenia obwiedzionego regałami wypełnionymi myślami uwiecznionymi na papierze. Zdjęcie, mimo wystylizowania, gęste jest od rozmaitych treści. Przedmiotowy tom AMM – 2016 w dziale Kronika pomieścił artykuł, którego autorem jest Jerzy T. Petrus: „Profesor Zdzisław Żygulski jun. (1921 – 2015)”. Tak to terminy wieści o przejściu w ostateczny stan spoczynku dwóch profesorów zajmujących się w swoim życiu również bronią i barwą zbiegły się w jednym tomie. Tom XIII Acta Militaria Mediaevalia 2017 został poświęcony pamięci profesora Andrzeja Nowakowskiego (1939 – 2017). W nim to w dziale Kronika pojawiły się dwa teksty: „Odszedł Profesor Leszek Kajzer” i „Pożegnaliśmy Profesora Andrzeja Nowakowskiego (7 V 1939 – 4 III 2017)”. Oba wspomnienia wyszły spod pióra Profesora Mariana Głoska. Mają one poza warstwą merytoryczną jeszcze jeden niezaprzeczalny walor. Tchną osobistym stosunkiem Profesora Mariana Głoska do kolegów po fachu. Po ich lekturze przyporządkowanie – w naszych czasach bardzo ważne (kategoryzacja) będzie bardzo czytelne.

Acta Militaria Mediaevalia

A.M.M. jest rocznikiem naukowym zajmującym się publikacją dokonań z historii wojskowości okresu średniowiecza, który ukazuje się punktualnie od 2005 roku. Już ten okres życia jest w naszych warunkach sukcesem. Periodyk ma to do siebie, że żyje dopóki ukazuje się w założonym czasie, który staje się z czasem oznaką szacunku dla odbiorców. Są nimi w założeniu autorów: historycy wojskowości, bronioznawcy, historycy sztuki, archeolodzy jak i pasjonaci spod znaku broni i barwy. Wartością nie do przecenienia jest bez wątpienia szacunek dla wiernego odbiorcy. Od pierwszego do XIII, póki co ostatniego wydawnictwa trzymany jest w cuglach poziom wydawniczy. Zabrzmi to może śmiesznie, ale wszystkie tomy można bez wstydu umieścić obok siebie i … o dziwo – w naszych warunkach – tworzą spójną całość na regałowej półce. Powtarzalność zamysłu jest w tym przypadku wartością samą w sobie. W języku innych profesji, jest to niczym innym jak trzymaniem standardu. Mam w swojej bibliotece periodyki, które poprzez upływ czasu, zmian wydawcy etc. etc. są świadectwem braku szacunku dla odbiorcy. Z pamięci. Nie pamiętam ile mutacji przeżyły, choćby Gdańskie Studia Z Dziejów Średniowiecza, ilu wydawców się nimi zajmowało. Żeby nie wspomnieć o wstydzie jaki winien być udziałem dwóch szacownych wydawnictw. Było sobie Wydawnictwo „Śląsk”, które rzuciło się na wydanie Świata Antycznego, pióra Tadeusza Zielińskiego. Był nawet pewien sposób subskrypcji, który upadł po trzecim tomie: „Rzeczpospolita Rzymska”. Pamiętam to, ponieważ pierwsze dwa tomy nabyłem w Inowrocławiu i tam podpisałem stosowny cyrograf subskrypcyjny. Ostatni tom IV: „Cesarstwo Rzymskie” wydał już Państwowy Instytut Wydawniczy (skądinąd zasłużona oficyna). Zabrakło jednak kultury i szacunku dla odbiorcy. Ostatni tom dzieła Tadeusza Zielińskiego wydany został z całkowitym brakiem poszanowania dla trzech poprzednich i wygląda zupełnie inaczej. Dysonans, to mało powiedziane. Stąd między innymi mam szacunek dla Wydawców A.M.M., którzy konsekwentnie trzymają się wysmakowanej formy swojej serii. I tu przerywam wywód, ponieważ ponownie doszedłem do wniosku, że przedsięwzięcie zasługuje na osobne potraktowanie, czemu wyraz daję zamieszczeniem w apendyksie. Biję się w pierś, ponieważ z braku czasu- co jest słabym usprawiedliwieniem – łapię się różnych tematów bronioznawczych i często zdarza mi się ich nie kończyć w należyty sposób. Potem następuje remanent tekstów i rodzą się wyrzuty sumienia. Na usprawiedliwienie pozostaje mi resztka mojej działalności przejawiająca się w dążeniu do tego by moi Koledzy z Wielkopolski mogli zapoznać się ze współautorami tej oryginalnej i znakomitej SERII pod nazwą: ACTA MILITARIA MEDIAEVALIA. Nasi słuchacze mają zapewne w pamięci erudycyjny wykład Arkadiusza Michalaka wygłoszony w murach Wielkopolskiego Muzeum Wojskowego w Poznaniu i gorącą dyskusję z nim związaną. Dlaczego nie pomarzyć. „W siedzibie naszego Muzeum odbędą się w cyklu, wykłady współautorów tego rocznika”. Jak dożyję, to obiecuję, że ukaże się tekst osobny na temat naszego fenomenu wydawniczego z dziedziny militariów okresu ŚREDNIOWIECZA jakim jest bez wątpienia cykl pod nazwą ACTA MILITARIA MEDIAEVALIA pod konsekwentnym kierownictwem Piotra N. Kotowicza. 27 kwietnia 2018 roku będziemy mieli niezwykłą sposobność wysłuchania wykładu kolejnego współautora sukcesu AMM – Lecha Marka: „Średniowieczne uzbrojenie Europy łacińskiej jako Ars Emblematica” . Przypominam, że dotychczas gościliśmy: Grzegorza Żabińskiego z jego rewelacyjnym wystąpieniem: „Nowe badania nad Szczerbcem” – 24.06.2011. i Arkadiusza Michalaka z jego, jak już wspomniałem erudycyjnym wystąpieniem: „Uzbrojenie późnośredniowiecznych kombatantów rubieży Śląska, Wielkopolski, Brandenburgii i Łużyc”-28-10-2016.

Teraz, tytułem kolejnego-coraz boleśniejszego – walenia się w pierś, załączam tekst, który wznosił się i wznosił, ale nigdy się nie wzniósł, ponieważ nie został dokończony w ciągu myślowym autora, który zapomniał powód, dla którego go nie ukończył.

 

Dodatek:

być  jak Frank Zappa

ACTA MILITARIA MEDIAEVALIA

Czasy kondotierów pióra mają się dobrze. Najpierw ucieszyłem się na wieść o powstaniu książki poświęconej Zdzisławowi i Tomaszowi Beksińskim, potem niestety do moich uszu doszły komunikaty o kuchni tworzenia tej pracy. Autorka dostała po prostu do wyboru czym ma się zająć. Wypadło na Beksińskich. A ja naiwny myślałem, że to z pasji i zainteresowania powstało. Beksiński to Sanok. Sanok to urokliwe – dla mnie – miasto posiadające swoje Muzeum a w nim poza zbiorem ikon, kolekcją twórczości Zdzisława Beksińskiego jest jeszcze coś.

Wiele z przedsięwzięć obliczonych w założeniach na lata kończy się po kilku incydentalnych chwilach. Deklaracje dewaluują się w naszej rzeczywistości szpetnie. Są bowiem ponad miarę nadużywane, bo nikt z ich autorów nie poczuwa się do odpowiedzialności za słowa i myśli a co dopiero za czyny, które pochopnie wydał na świat. Język włada wtedy człowiekiem a nie odwrotnie. Często więc słowa wraz z zawartymi w nich treściami wypuszczane są na wiatr dla doraźnej potrzeby, bez świadomości i odpowiedzialności, że powstanie po nich echo, którego odbicie stanie się głośne niebezpiecznie długo. Dlatego też, kiedy słyszę , że zapowiadane są przedsięwzięcia , których żywot obliczony  jest w założeniach na dłużej i ponad to ma być realizowany w cyklu, to z jednej strony- jeśli coś mnie się spodoba- to się cieszę. Z drugiej mam często niestety niepłonną obawę iż wszystko skończy się na akcie pierwszym i tym samym nie będzie oczekiwanego ciągu dalszego. Dlatego nie pozostaje nic innego jak wspierać wszystko co wartościowe i o dziwo trwa oraz wzrasta w siłę z każdym tomem mimo przeciwnych wichrów. ACTA MILITARIA MEDIAEVALIA zdaje się być takim właśnie przedsięwzięciem, które zasługuje nie tylko na uwagę ale i na słowa poparcia oraz rekomendacji. Pierwszy tom AMM pojawił się w 2005 roku jako materiały z konferencji zorganizowanej przez Muzeum Historyczne w Sanoku z okazji 70-lecia istnienia. Ta międzynarodowa konferencja poświęcona była sztuce wojennej na pograniczu polsko – rusko – słowackim w średniowieczu. Wówczas zawiązała się współpraca Muzeum z Polską Akademią Umiejętności. i pojawiła się deklaracja o powstaniu nowej serii wydawniczej. AMM jest rocznikiem. Mam już tom IX. Co więc zawierają AMM? Acta poprzez warstwę treściową i ikonograficzną prezentują problematykę sztuki wojennej wraz z jej powiązaniem z formami uzbrojenia wówczas występującymi. Nim przystąpię do bardziej szczegółowego omówienia AMM przypomnę serię wydawniczą ARS BELLI Domu Wydawniczego Rebis. Miałem bliskiego kolegę – prawie przyjaciela – Jarosława Kotarskiego. Nasze nocne telefoniczne rozmowy na temat bronioznawstwa, gdyby zostały nagrane posłużyłyby za kanwę do ciekawego przyczynku do historiozoficzno-filozoficznych rozważań o kondycji współczesnej polskiej myśli o broni i barwie. Jarosław Kotarski, niepospolity tłumacz literatury anglojęzycznej, znawca historii militarnej XX wieku, ze szczególnym uwzględnieniem II Wojny Światowej i niekwestionowany autorytet broni pancernej, lotnictwa  pasjonat s.f. i figury historycznej, którą widział w sposób sobie tylko właściwy. Człowiek niezwykły próbował w Rebis’ie lansować wizję historycznego ramienia wydawnictwa. Mimo zrozumiałych ograniczeń osiągnął na tym polu spore sukcesy. Mieliśmy jednak i swoją porażkę, którą okazała się ARS BELLI. Mój bliski kolega poprosił mnie o wymyślenie nazwy serii, jaką miał w zamiarze promować w wydawnictwie, wobec którego miał dalekosiężne plany. W zamyśle popularnonaukowy projekt wydawał mnie się godny prostoty. I tak powstała seria ARS BELLI, która żyła od 2001 do 2003 roku. W tomie „Zająć i utrzymać” z 2001 roku pojawił sie tekst pt. „Polski orzeł i rosyjski niedźwiedź 1920” pióra Bryana Perrett’a o polskim zagonie motorowym do Żytomierza. W przedmiotowej serii wydawniczej ukazało się pięć tomów. ARS BELLI jest przykładem, jak można „położyć” dobry pomysł brakiem promocji i zaangażowania ze strony wydawnictwa. Słabym pocieszeniem jest kontynuacja nazwy ARS BELLI w rękach innej oficyny, która pod tą nazwą ma jakieś ambicje wydawnicze.

 

Od V tomu pojawiają się : abstract-  i key words  po angielsku,  na  końcu summary… i na tym zakończył się mój ówczesny tekst, co nieco wstydliwie oznajmiam.

Krzysztof Czarnecki

Oddział Poznański Stowarzyszenia

Miłośników Dawnej Broni i Barwy

Poznań, kwiecień 2018 r.

 

 

192 Total Views 3 Views Today
Partnerzy

karta_logo_MNK_B

mwp

muzuem_lodz

wmwpozn

MuzeumWroclaw

logo Muz. Lub.-1

silkfencing